Istnieje uporczywy mit, że dobra sesja fashion wymaga całego zaplecza produkcyjnego: pozwoleń, transportu, asystentów, moodboardów jak książka i budżetu, o którym trochę głupio nawet mówić na głos.
Czasami… tak.
Ale czasami naprawdę nie.
To zdjęcie powstało w 2019 roku i całą „produkcję” można streścić w trzech prostych krokach.
Po pierwsze — znaleźć lokalny sklep z ubraniami i przekonać ich, że warto coś pożyczyć na sesję (bonus, jeśli brzmisz wystarczająco pewnie).
Po drugie — znaleźć modelkę, która nie boi się trochę nietypowych miejsc.
Po trzecie — wejść na dach.
I tyle. Bez studia. Bez skomplikowanego światła. Tylko dach, trochę charakteru i niebo, które akurat postanowiło współpracować.
Dachy są niedoceniane. Dają przestrzeń, czyste linie horyzontu i odrobinę miejskiego chaosu w tle — dokładnie tyle, żeby było ciekawie, ale nie za dużo.
Dodaj szeroki kąt, lekko dolną perspektywę i nagle modelka wygląda, jakby kontrolowała całe miasto — albo przynajmniej ten budynek.
Stylizacja robi tutaj połowę roboty: skórzana kurtka, minimalizm, mocne dodatki. Nie próbuje być „za bardzo”, i właśnie dlatego działa.
Dobra sesja fashion nie zawsze potrzebuje komplikacji, żeby wyglądać drogo. Czasem to prostota daje efekt.
Zabawne jest to, że z zewnątrz to zdjęcie może wyglądać jak dokładnie zaplanowana produkcja.
W rzeczywistości było bliżej do: „chodźmy spróbować i zobaczymy co wyjdzie”.
I o to chodzi.
Nie zawsze potrzebujesz więcej sprzętu, ludzi czy planowania, żeby zrobić dobrą sesję fashion. Czasem wystarczy oko, odrobina odwagi i gotowość, żeby wyciągnąć modelkę na dach i udawać, że to był plan od początku.
Bo czasami właśnie tak powstają najlepsze zdjęcia.
Na zdjęciu: Mila.
Więcej prawdziwych ludzi. Więcej historii. Wkrótce.
← Powrót do bloga